poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Białoruś. Dzień drugi

Zwiedzając tereny dawnej Rzeczpospolitej poczuć można nostalgię za tym, co utracone.  Śladów polskiej obecności nie trzeba szukać, tu właściwie w każdym miejscu, nawet w najmniejszej wioseczce można natrafić na dawny polski kościół, dworek lub choćby tablicę z polskim napisem czy nagrobek. Podobno cmentarzy przodków najlepiej szukać wczesną wiosną lub późną jesienią, gdy bujne burzany nieco ogołocą się z liści. Wówczas oczom podróżnych objawiają się ukryte w gąszczu krzyże, betonowe postumenty i kamienne nagrobki.

Pomnik świadczący o tym, że trudne
 były stosunki polskiego społeczeństwa
 z komunistami 
 

Dawna rezydencja Radziwiłów w Mirze

Dziedziniec zamku w Mirze

Odrestaurowany sufit w komnatach zamkowych 


Polskie akcenty na Kresach


Mówi się, że w tym domu urodził się wieszcz trzech narodów
 A. Mickiewicz - Zaosie



niedziela, 4 sierpnia 2013

Białoruś. Dzień pierwszy

Kiedy mówiliśmy, że jedziemy na Białoruś, znajomi czy koledzy w pracy mówili, po co, przecież tam jest niebezpiecznie. Z kolei gdy zajechaliśmy do Baranowicz, od naszego gospodarza usłyszeliśmy takie zdanie: jeśli chcesz się dowiedzieć naprawdę jak jest na Białorusi nie oglądaj TV, nie czytaj gazet, po prostu wyrabiaj wizę i przyjeżdżaj na Białoruś. My już pierwszego dnia byliśmy mile zaskoczeni. 


w pociągu Terespol-Brześć


toaleta na dworcu kolejowym w Brześciu

charakterystyczne zdobienie na dworcu

nasz pociąg do Baranowicz (czwarty wagon)

węzeł kolejowy w Brześciu

na ulicach w Brześciu

ul. Adama Mickiewicza

remont obuwia

dworzec w Brześciu 


w naszym pociągu

Baranowicze

Lenin w Baranowiczach

ul. Lenina

kultowe napoje ze wschodu 

niedziela, 28 lipca 2013

wiza do Białorusi

Podróżując po znacznej części Europy można zapomnieć co to takiego paszport. Przekraczanie granicy z dowodem osobistym stało się tak popularne, że czasami zapominamy, że paszport, który mamy schowany głęboko gdzieś w szufladzie, mógł stracić ważność. Jednak w naszym przypadku paszporty są dość młode, zaledwie dwu letnie, i tylko czekały na kolejną okazje aby wybrać się ponownie na wschód od Polski. Ukraina i Białoruś - dwie republiki WNP; do tej pierwszej wystarczy mieć ważny paszport, a do tej drugiej trzeba jeszcze wyrobić sobie wizę. Tym razem na skutek rozmaitych rozmów z pewnym zakonnikiem i aspiracji naukowych wybieramy się do Baranowicz na Białorusi. Wizy już gotowe, tylko my jeszcze niespakowani. C.D. 
Wizy do Białorusi 

poniedziałek, 1 lipca 2013

Jajecznica z ogniska

 Kto ma ochotę na jajecznice z ogniska?

Najpierw smażymy kiełbaskę, 













W ostatni weekend biwakowaliśmy na polanie nad Wełną. Dojechaliśmy tam z Poznania rowerami w piątek. Wyjechaliśmy dość późno, bo  po 18 i tempem rekreacyjnym  zajechaliśmy grubo po 22. Cała trasa liczy 62 km. Na wieczór rozpaliliśmy ognisko, do którego dokładaliśmy większe i mniejsze kawałki drewna, tak że mimo porannego niedzielnego deszczu ognisko utrzymywało się przez ponad dwa dni i nie potrzeba było go rozpalać ponownie. Wystarczyło dołożyć trochę suchego drewna aby zaczęło się znów palić. 
Wracając do istoty postu, aby przygotować jajecznicę potrzebowaliśmy skombinować skądś jajka. Do sklepu daleko, a że jesteśmy na wsi, to z pewnością kury u rolników są. Zakupiliśmy 10 jajek od pani sołtysowej i z nadzieja, że wszystko wyjdzie pomyślnie zaczęliśmy robić pyszną jajecznicę na masełku i z kiełbasą. Ogień na palenisku był tak mocny, że wszystko smażyło się o wiele szybciej niż w domu. Po chwili mieliśmy wyśmienitą jajecznicę na talerzach. Wieczorem na patelni usmażyliśmy małą rybkę z pobliskiego stawu. Niestety za dużo mięsa w niej nie było, ba! jedną krewetką tygrysią można się bardziej najeść niż małym karasiem. 

następnie świeże jajka od kury. 
Podczas piątkowej jazdy na rowerze na środku drogi w rejonie Stawy Kiszkowo Natura 2000 spotkaliśmy małą mewę, ptak był chyba trochę zagubiony, nie umiał latać i nie wiemy w jaki sposób znalazł się na ulicy. Bez problemu można go było wziąć na ręce i przetransportować w okoliczne szuwary...
Stawy Kiszkowo Natura 2000 

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Korczew - godny odwiedzenia

Ta niepozornie wyglądająca gmina leżąca w dolinie Bugu znajduje się zaledwie 120 km od Warszawy. Jej senny klimat i stonowana kolorystyka krajobrazu dają możliwość wypoczynku z dala od wielkomiejskiego zgiełku. Korczew, bo o tę gminę chodzi, prócz swojskiej atmosfery, przydrożnych krzyży i kapliczek, oferuje doskonały klimat. Małe zielone płuca Podlasia blisko stolicy są idealne na  1-2 dniowy wypad rowerowy w te okolice. 
Kapliczka św. Jana Nepomucena
przy kościele w Knychówku
 

Przydrożny drewniany krzyż

Spokojny pejzaż doliny rzeki Bug

Kapliczka ze św. Janem Nepomucenem 
w parku przypałacowym

Rolnicy korzystają z nieskażonych przemysłem pól i łąk   

Rezerwat przyrody Przekop

Przeprawa promowa Bużyska-Drohiczyn 
Możliwe że czas się tu zatrzymał; przeprawa promowa widoczna na zdjęciu obsługiwana jest siłą rąk ludzkich. 

Szlaków rowerowych jest dużo 

i dobrze oznakowanych.  

Jadąc na Podlasie asfalt pozostawiamy
 za  sobą... 
Takie miejsca już coraz rzadziej można zobaczyć, z jednej strony narzekamy na dziurawe drogi, a z drugiej czapki z głów dla tych, którzy robili takie drogi z "kocich łbów" i dotrwały do naszych czasów. 

czwartek, 20 czerwca 2013

Paris-Hanoi, czyli "za czym kolejka ta stoi"

Ktoś powie, że jeśli jest się w Paryżu to należy zajadać się kuchnią francuską; w przeciwnym wypadku jest to profanacja la cuisine francaise. Trochę się z tym zgadzam, ale skoro tak wiele razy byliśmy już w Paryżu, można trochę poeksperymentować. W zeszłym roku odwiedziliśmy Paris - Hanoi pierwszy raz. Byliśmy sami, we dwoję. Tym razem zabraliśmy tam naszych rodziców. Początkowo byli lekko zniechęceni, trochę przez kolejkę, trochę przez niewiedzę o tym, co tam można zjeść.  Sądziłem, że w 6 osób nie uda nam się znaleźć jednego stolika. Za nami stała jeszcze trójka amerykanów i jacyś Francuzi. Tak się złożyło że amerykanie weszli pierwsi, bo 3 osoby łatwiej usadzić przy jednym stole. Przechodnie patrzyli się ze zdziwieniem na to, co się dzieje przed restauracją. Po jakimś czasie i my dostaliśmy wspólne miejsce w środku lokalu. Jedno jest pewne: "było warto"- jak to stwierdzili nasi rodzice. 

Lepszej reklamy nie trzeba robić

Asia zajada się nouilles sautees au crevettes et legumes

Nouilles sautees au boeuf et legumes

tu i tam w Paryżu

Ostatnie cztery dni spędziliśmy w Paryżu. Choć byłem tam już wiele razy, dobrze znam miasto i  starałem się jak najbardziej optymalnie zagospodarować czas na pokazanie francuskiej stolicy, to muszę stwierdzić, że jest nie lada sztuką przedstawić komuś Paryż w 4 dni. Dlatego też zahaczyliśmy na naszym szlaku tylko o te perełki, z których znany jest Paryż na całym świecie... 

Czekając aż się skończy pranie


Ona jest wszędzie


Kto nie marzy o takim torcie
np. na urodziny?
 



Pont des Artes

Nicolas de Condorcet,
trochę przytłoczony

We wtorek nad Paryżem około godziny 11 (przed południem!) zrobiło się nagle ciemno. Słyszałem jak sklepikarze i pracownicy RATP mówili, że to koniec świata. Wszyscy z niepokojem spoglądali w niebo. Na szczęście była to tylko burza z dużymi opadami deszczu. Po półgodzinnych wyładowaniach i ulewie wszystko wróciło do normy. 

Epizodyczne występowanie wodospadów na Montmart

Paryż po burzy

na Place du Tertre